*oczami Angie*
Dziś sobota. Dzień wyjazdu.Byłam taka podjarana że w ogóle nie zasnęłam dzisiejszej nocy. Zdążyłam się spakować, rozpakować i jeszcze raz spakować.
Wstałam już o 5. Wzięłam prysznic, a potem włożyłam na siebie nowe ciuszki, które kupiłyśmy z Jess przedwczoraj. A więc założyłam kremową bluzkę z napisem "Yo bitches" , nowe dżinsowe spodenki, szarą czapkę żulówkę i szare converse. Już o 6 zeszłam na dół, o dziwo moja mama wraz z siostrą siedziały przy ławie w salonie.
- Hej, jak tam dzień? - powiedziałam uśmiechnięta jak nigdy.
- A dobrze,dobrze -mama odwzajemniła uśmiech, za to Aby była naburmuszona. Podeszłam do siostrzyczki.
- Słonko, co jest?
- Nic. - powiedziała.
- No ale przecież widze.
- No bo wyjeżdżasz, a nas nie zabierasz ze sobą i zapomnisz o nas, zostawisz, nie wrócisz!!!- zaczęła płakać. No jasne, no bo co 6-latka mogła zrozumieć.
- Co ty mówisz?! Prawda, nie zabieram was ze sobą, ale to nie znaczy że o was zapomnę! I zostawię!
- Obiecujesz?- powiedziała krztusząc się łzami.
- Tak,obiecuję! - przytuliłam mocno siostrzyczkę i podałam jej chusteczki. O 9 miałam być gotowa,więc byłam. Z serialu w Tv wyrwał mnie dźwięk sms-a. Popatrzyłam na ekran.
" Jest 9. Ja, gotowa, a ty? Jess xoxo "
odpowiedziałam:
-" Ja tak na 1000000000% ale moja rodzinka coś nie :(( Aby płakała."
- " Nie gadaj?! Biedna! :((("
- " No wiem! Strasznie mi jej szkoda :////////"
- "Pozdrów ją ode mnie. Za 10 minut będziemy u cb z Cari, do zobaczonka <333 J <3"
- "ok. papa <3"
Tak skończyła się nasza rozmowa. Zaraz tu będą! AAAAA!
*oczami Jess*
Dziś wyspałam się jak nigdy. Gdy tylko zwlekłam się z łóżka pomyślałam ze będę za tym łóżkiem tęsknić, wkońcu to one towarzyszyło mi zawsze gdy wstawałam i się kładłam. Poszłam wziąć poranny prysznic. Dzisiaj założyłam na siebie bluzkę w niebiesko-szare paski, szare rurki i do tego moje czarne Vansy i kochane Raybany. Nałożyłam na siebie też trochę makijażu, wkońcu nie pojade do Londynu czysta!!! Już po 8 byłam gotowa. Gdy zeszłam na dół coś przekąsić przed podróżą zastał mnie totalny chaos! Wszystko było powyjmowane, jakieś papiery,rozlana kawa taty,ubrania, kanapki bez talerza na podłodze. Boże! Co tu się dzieje?!
-Ahhhh,no tak Caroline przyjechała- pomyślałam stukając się palcem w głowę.
- Hej, już wstałaś? Chcesz coś na śniadanie? - powiedziała Cari zarzuczając włosy do tyłu.
- Tak, jak widać, siostra a tak w ogóle to co ty robisz?
- Pakuje się. No to chcesz coś na śnidanie?
- Nie dzięki. Zrobie sobie sama. A ty tu ogarnij. - poszłam do kuchni, zrobiłam sobie tradycyjne śniadanie czyli płatki z mlekiem. Do salonu weszli rodzice.
- O mój boże! Co tutaj się wyprawia?! - krzyknęła moja mama.
- No mówić mi zaraz kto wylał moją kawe?!- powiedział tata mocno wkurzony.
- To nie ja! - krzyknęłam z kuchni - Ja sobie robie śniadanie!
- Posprzątam obiecuję! - powiedziała Cari ze sztucznym uśmieszkiem. Jak zwykle musiałam jej pomóc, no ale ma tylko mnie! A ja ją widze raz na rok,więc jak tu jej nie pomóc? Ogarnęłyśmy totalny bałagan po czym pomogłam się jej spakować, bo oczywiście sama tego nie zrobiła. Czasem się czuję jakbym to ja była od niej starsza. Ehhhh te dzieci . Po wszystkim wysłałam sms-a do Angie:
"Jest 9. Ja, gotowa, a ty? Jess xoxo"
Nie musiałam długo czekać i dostałam odpowiedź. :
" Ja tak na 1000000000% ale moja rodzinka coś nie :(( Aby płakała.
Odpisałam:
-" Nie gadaj?! Biedna! :(("
- " No wiem! Strasznie mi jej szkoda :////////"
- " Pozdrów ją ode mnie. Za 10 minut będziemy u cb z Cari, do zobaczonka <333 J <3"
- " ok, papa <3"
Tak jak powiedziałam, tak było, po domem Ang byłyśmy o 17:10. Dokładnie 10 minut po sms-ie. Piszczałyśmy przez całą drogę z domu Ang do lotniska. Zdecydowanie za bardzo się jarałyśmy.
Lotnisko. Odprawa. Londyn. Wyszłam z samolotu i zaciągnęłam się powietrzem nowego miejsca. Już czas na odbiór bagaży. Odebrałam swoją walizkę w kwiatki i dużą białą torbę. Angie też odebrała swoją czarną walizkę i torbę z nadrukiem wierzy Eifla . No to co? Jedziemy. Już po ok. 20 minutach byłyśmy pod domem Cari. Wyglądał on tak : klik. Spojrzałam na siostrę zdezorientowana.
- emm,Cari ten......no to na pewno twój dom?
- Tak - uśmiechnęła się i wzięła moją walizkę. Każda z nas miała oddzielny,super wypasiony pokój. Gdy już po części się rozpakowałam, do mojego pokoju wparowała Angie.
- Jess! Nie uwierzysz! To nie moja walizka! - wydarła się Ang . Patrzyłam na nią zdezorientowana.
- Jak to nie twoja?!- krzyknęłam.
~Lola
________________________________________________________
Oto część 4!!! Dzięki za miłe <poprzednie > komentarze. Myślę że ta część też wam przypadnie do gustu <333 Czytasz=komentujesz <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz