*oczami Jess*
Ehhhhh, przez całą reszte dnia nie będę miała co robić. Poszłam do kuchni i usiadłam na blacie.
-Hmmmm,musze coś ugotować...-powiedziałam pod nosem. Wyjęłam wszystkie niezbędne przyrządy do gotowania oraz jedzenie. Radio puściłam na FUL i zaczęłam gotować. Usłyszałam dźwięk mojego dzwonka. Przyciszyłam radio i pobiegłam do salonu. Kurcze,nieznany numer. Nie jestem jakaś bardzo bojaźliwa,ale i tak wahałam się co do odebrania.
-Raz kozia śmierć- powiedziałam sama do siebie. - Halo?
- Jessica? - od razu mogłam rozpoznać ten charakterystyczny głos.
-Louis?
- H-hej słuchaj, nie mam pojęcia jak,ale mam twój numer w kontaktach..- chciało mi się śmiać, bo jego głos wydawał się być jeszcze bardziej komiczny.
- To podejrzane- powiedziałam.
-Też tak sądzę...skoro już zadzwoniłem to...jak tam po imprezie? - powiedział nadal się jąkając.
- A może być,właściwie to strasznie się nudzę,bo Ang poszła gdzieś z Hazzą a mnie zostawiła samą...
- Ojjj,biedaku! Jeśli chcesz znam fajnego gościa,który mógłby ci potowarzyszyć w samotności...
- Naprawdę? Chciałbyś tu przyjechać?!
-YYYYY...
-To znaczy ten gość,oczywiście
- Pewnie! On też się dzisiaj strasznie nudzi...
- No to świetnie! Ponudzimy się razem. Znasz adres? .......To znaczy ten gość zna adres?- zapytałam i cicho zachichotałam.
- Tak się składa,że przyajciel tego gościa zakochał się w twojej przyjaciółce, noi adres to dla tego gościa błahostka. - powiedział po czym obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. - Będzie za 10 minut. - powiedział nadal się śmiejąc, po czym się rozłączył. Tak jak powiedział po 10 minutach był pod moim domem W sumie pod domem Caroline , ehh nie ważne. Usłyszałam donośny dzwonek do drzwi i pobiegłam otworzyć. Chwyciłam klamkę i pociągnęłam. Zza drzwi wyskoczył Lou.
-Hejka,fajny gość jest już na miejscu. A przy okazji, super chata! - powiedział i przytulił mnie na powitanie. Zaprosiłam go do środka i trochę oprowadziłam.
-Więc? Lou? Louis? Co ty robisz? - spytałam gdy ten wyjął bukiet kwiatów z wazonu. Podszedł do mnie i powiedział:
- Piękna dziewojo,czy chcesz zostać mą na zawsze?
- Ahhhh Romeo- powiedziałam po czym pocałowałam go w policzek i szepnęłam mu na ucho: - Najpierw pomóż mi z kolacją.
On zrezygnowany poszedł do kuchni,a ja odstawiłam bukiet na swoje miejsce,bo by mnie siostra wychłostała...
*oczami Angie*
Gdy Harry odsłonił mi oczy zobaczyłam dach?
-Harry? Czy to jest dach?
-Tak,ale nie byle jaki dach- powiedział po czym chwycił mnie za rękę i znów zasłonił oczy. Czułam jak jego zimne ręce błądzą po mojej talii jakby obawiał się że nie może tego zrobić. Po prostu mnie złapać. Odsłonił moje oczy ponownie, a mi ukazał się Londyn. To był najpiękniejszy widok jaki widziałam. Było przeuroczo. Styles oparł swoją głowę na moim ramieniu i właśnie w takiej pozie staliśmy dobre 10 minut patrząc na piękny pejzaż. Spędziłam w Londynie może 3 dni, bo nie wiem która jest godzina,ale spędziłam tam tak mało czasu a już zdążyłam pójść na randkę, na imprezę i zobaczyć widok jakiego nigdy w życiu nie widziałam. Moje przemyślenia wyrwało poruszenie się bruneta.
-Chodź - powiedział po czym znów chwycił mnie za rękę i rozłożył koc. - No na co czekasz? Siadaj. - uśmiechnął się,a ja byłam w totalnym szoku że mogę pić wino z ledwo znanym mi chłopakiem na dachu. Lokers nalał czerwonej cieczy do kieliszków i złożyliśmy toast.
- Harry.
-Hmmm?
-Czas się zbierać - powiedziałam patrząc na zegarek na jego ręce.
- Kurcze wsumie racja... - trochę posmutniał. - Dochodzi 23.
-Tsaaaa,troche się zasiedzieliśmy. - powiedziałam wstając i otrzepując sukienkę. Zejście na dół zajęło nam trochę dużo czasu, poniewać ja i drabina to nie za dobre połączenie. Hehe. Do domu dotarliśmy jakoś wpółdo 24.
-Harry, dziękuję, to była fantasztyczna rand...- nie skończyłam, bo ten lekko musnął moje usta.
- Ja....przepraszam, chyba nie powinienem, ale ..- zarumienił się i poprawił lekko grzywkę.
-Harry, nie masz za co przepraszać. Ja już chyba pójdę. Dobranoc. - powiedziałam po czym wysłałam mu całusa na pożegnanie i weszłam do domu. Nikt nie mógłby opisać teraz moich uczuć. Są nie do opisania.
Lekko zdjęłam moje buty i kurtkę i położyłam delikatnie na komodzie. Nie miałam zamiaru budzić Jess,tym bardziej że z nią nie radze zadzierać jak ktoś ją obudzi. Gdybyście zobaczyli moją minę gdy zobaczyłam coś ponad wszystko co mogłam zobaczyć o 24.
-Emmmm.Louis? Jess? Co wy robicie? - spytałam się pukając we framugę drzwi do salonu.
-Angie?!
~Lola
_________________________________________________________________
I o to magiczna 9!!!
Tak,wiem beznadziejna ale nie miałam jakoś weny....
Komentujcie -to naprawdę dodaję trochę weny,co jest mi teraz potrzebne!
Jeśli podoba wam się ten blog,udostępniajcie go na forach, to bardzo ważne...
Z góry dzięki!<3
Kocham was <3
kocham was:D opowiadanie i imaginy sa extra:>>
OdpowiedzUsuńja cb też słonko <3
UsuńI dziękuje<3
awww my ciebie też!<3 dziękujemy8)
OdpowiedzUsuń